wtorek, 18 lipca 2017

Rozdział 19. Czekaj, cooooo?

 Czarodzieje, Czarownice, wakacyjni wagarowicze!

Rozdział jest, bo chyba nie zniosłabym po raz kolejny znikać na trzy miesiące (a tak bym zrobiła, gdybym nie zdecydowała się wstawić tej wersji, która jest krótsza, niż planowałam, ale jest).
Starałam się pisać przez poprzedni miesiąc, ale nic z tego nie wyszło. Jedyne, na co w ostatnim czasie mam wenę, to pisanie JESZCZE nowszego pokolenia, którego nie mogę wam pokazać, bo wam zaspoileruję wszystko, czego jeszcze wam nie zaspoilerowałam.
Znów pewnie zniknę na miesiąc, bo mam dwa obozy, ale blog nadal NIE jest zawieszony. Gdy taki zostanie, z pewnością was o tym poinformuję, ale to jeszcze nie dziś. Rozdziały po prostu nie są wstawiane tak często jak powinny, za co was przepraszałam już dużo razy.
Po prostu wystarczy, byście nie znikali, a wtedy na pewno nie zniknę ja, choć mogę co jakiś czas sprawiać takie wrażenie. 
Tytuł rozdziału jest prawie nie związany, ale jakoś tak wyszło.
Ta scena z Bulwą to nie moja wina, musiałam dodać jakiś smaczek do tego rozdziału by byłby nudny jak Gumochłon.
Tak w ogóle stwierdziłam, że chciałabym zagrać w Fantastycznych Zwiarzętach i jak je znaleźć (dziwnie się to pisze po polsku, ostatnio widziałam tylko angielską wersję). Tak wam mówię, jakby ktoś miał kontakty z reżyserem czy kimś takim.
Na dole wstawiłam wam parę potterowiskich zdjęć i memów by odwrócić waszą uwagę od długości rozdziału (większość jest po angielsku, co powinno was zmotywować do nauki, dzieci kochane XD).
W każdym razie…
Do rozdziału…
…gotowi…
…czytać!
Powodzenia na wakacjach i takich tam innych rzeczach
JA
* * *
- To dziewczynka! To dziewczynka! Tooo dzieeeeewczyyyynkaaaa! – wykrzyczał Alex wparowując spóźniony do sali Obrony Przed Czarną Magią, gdzie wszyscy jego przyjaciele już na niego czekali.
Parę dni po Balu Sylwestrowym Sharon skończyła pisać scenariusz do ich wspólnej sztuki, więc wszyscy postanowili się zebrać gdzieś, aby omówić każdą kwestię, wprowadzić poprawki i ustalić, czego (i kogo) będą potrzebować do scenografii. Dodatkowo poza nimi samymi potrzebowali jeszcze paru aktorów do ról drugoplanowych, więc postanowili  zorganizować casting, który albo zostanie przez społeczność uczniowską totalnie zignorowany, albo wszyscy postanowią się zgłosić. Nic pomiędzy.

Do całego przedsięwzięcia potrzebowali jakiegoś nauczyciela, który by im pomógł ogarnąć scenę, salę na przedstawienie czy chociaż zgodę dyrektorów na takie coś, nie było jednak sporu co do tego, kogo wybrać. Magnus z chęcią udzielił im pomocnej dłoni, a teraz sortował stare, zakurzone tomy, zajmujące cztery ławki, mówiąc, żeby się nim nie przejmowali.
- Coooo? – spytali jednocześnie Raja, Jordan, Christo, Sharon, Margaret, Will i James, a uniesione brwi Magnusa, którego, rzecz jasna, w ogóle tam nie było, podtrzymały pytanie.
- Moja siostra – wytłumaczył Alex, jakby to było oczywiste. – W sensie od początku tak myślałem, ale teraz to pewne. Będę mieć siostrę.
- Gratuluję! – krzyknął Will i wstał, by poklepać kolegę po plecach i coś jeszcze powiedzieć, ale Sharon mu przerwała.
- Super. Spóźniłeś się. Już zaczęłam rozważać oddanie twojej roli Christowi.
- Serio? – zdziwił się białowłosy, ale pod wpływem spojrzenia siedzącej na jego kolanach rudej poprawił się: - Znaczy się… tak, tak mówiła.
Will po chwili wahania zdecydował się jednak podejść do Alexa i zignorować Sharon.
- Rodzeństwo jest do bani – powiedział ze współczuciem, po czym dodał entuzjastycznie: - Spodoba ci się!
- Na czym stanęliśmy? – mruknęła Raja, wpatrując się w porozrzucane po złączonych ławkach kartki. – A, tak. Tiger. Kto miał nim być?
- No właśnie Alex – syknęła Sharon na blondyna, który usiadł obok Maggie i pocałował ją na dzień dobry.
- Ja – powiedział Bulstrode z czarującym uśmiechem. – Zawsze.
- Ponieważ KTOŚ się spóźnił, musimy zacząć od początku – westchnęła różnooka, wertując kartki. Wręczyła Alexowi scenariusz, a on przyjął go, kłaniając się jej tak nisko, jak mu na to pozwalała pozycja siedząca.
- Pomysł na sztukę jest dość prosty – kontynuowała dziewczyna. – Czarnoksiężnik, bohater włochatego serca czarodzieja, ucieka przez swoim największym wrogiem, czyli Wybrańcem, jaki jest zawsze w książkach przygodowych. Jedyną drogą ucieczki jest portal, którego cel nie jest nigdy pewny. Czarodziej wskakuje do niego i ląduje w naszym świecie…
- Kto jest Czarnoksiążnikiem? – spytał z zainteresowaniem Alex.
- Nie przerywaj mi.
- To przecież jasne – odparła Margaret z wrednym uśmieszkiem. – Kto wśród nas się najbardziej rządzi i oczekuje wypełniania jego rozkazów bez względu na to, czego my chcemy?
- Wiem, że nadaję się idealnie do tej roli, Maggie – zaśmiał się Jordan.
Sharon zrobiła się czerwona na twarzy, ale nic nie powiedziała. Przełknęła ślinę i ciągnęła:
- Spotyka tam Blue, mugolską kucharkę, która nie za bardzo wierzy w jego magiczne moce, bo... je utracił w naszym świecie. Blue postanawia mu jednak pomóc i zaprasza go do siebie do domu.
- Wow, cóż za oryginalny scenariusz – mruknęła sarkastycznie blondynka. – Nigdy jeszcze nie słyszałam takiej historii.
- Blue zapoznaje go ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi. Sunshine, czyli Alex, jest depresyjnym nastolatkiem który codziennie przychodzi do jej domu i zjada jej całe jedzenie narzekając na jakiegoś Ignotiusa, że przez niego utracił swoją moc, czy coś. Sunny, czyli Maggie, też zabiera jej jedzenie pod pretekstem, że musi coś zanieść babci. Kid, czyli Christo, jest dorosłym dzieckiem, które ciągle wpada na beznadziejnie głupie pomysły i ciągle ma wrażenie, że kiedyś się nauczy latać. Will, inaczej Green, jest współpracownikiem Blue, i hobbystycznie zajmuje się też leczeniem ludzi.
- Czyli jestem kucharzem I medykiem w jednym? – zaśmiał się chłopak. – nie sądzę, bym potrafił się wczuć w tę rolę.
- …ma ze sobą zawsze dziwny garnek – Sharon ignorowała najwyraźniej nie tylko Maggie. – Ja jestem Flower i jestem wiecznie chora. Jedyną osobą, która może mi pomóc, jest Green za pomocą swojego Garnka, choć czasami gadam też o jakiejś Fontannie. James jest wyjątkowo drewnianym chłopcem, który poza tym jest Czarodziejem i ciągle gada coś o głupocie kar. Czarnoksiężnik od początku chce wrócić, ale po jakimś czasie zaprzyjaźniają się wszyscy. Problemem jest to, że poza Blue każdy pochodzi z innej bajki i chce wrócić do siebie. Na końcu jednak zostają w naszym świecie. Koniec.
- Czyli tak. Alex jest Śmiercią z Baśni o Trzech Braciach, Margaret Czerwonym Kapturkiem, Christo Piotrusiem Panem, James Pinokiem, a ty i Will…?
- Ja jestem Aszą z Fontanny Szczęśliwego Losu. Will Czarodziejem z Czarodzieja i Skaczącego Garnka. Jest też rola Garnka.
- Dobrze – stwierdził Christo. – Wszyscy chyba rozumieją. Możemy teraz zrobić głośne czytanie? W sensie każdy czyta swój tekst?
- A, zapomniałam dodać, że możemy zrobić z tego Musical.
- COOOO?! – krzyknęli wszyscy jednocześnie.
- Musical? – zdziwił się Magnus, unosząc brew. Nie wydawał się przerażony tą myślą, jak pozostali, tylko raczej zaskoczony.
- Tak, spytam się wtedy Johna i Juliana, czy mogliby nam pomóc z muzyką.
─────────────────────────────────────────────────────
- Will… ale oni do siebie nie pasują! – jęknął Bulwa, patrząc z zazdrością na Xawiera i Luizę, którzy zostali parą zaraz po Balu Sylwestrowym.
Will udał, że nie zwrócił na niego uwagi.
Zakochany Bulwa by koszmarem. Gadał o niej od jakiejś godziny. Will starał się uczyć do egzaminu z najważniejszych eliksirów leczniczych, ale kolega znacznie mu to utrudniał. A teraz jeszcze jego wymarzona dziewczyna usiadła parę stolików dalej i Bulwa przestał chociaż udawać, że pisze esej na obronę przed czarną magią (Will już go napisał w trakcie gdy Harry narzekał na fakt, że musi to zrobić).
Obok blondynki siedział Xawier i oni najwyraźniej też nie przyszli tu, by się uczyć. Co jakiś czas chichotali oboje, dotykali się rękami, obejmowali czy wysysali sobie twarze. To też Will uważał za wyjątkowo dekoncentrujące.
- Taaak… zjedz cały jej błyszczyk, to na pewno wyjdzie ci na dobre. Mam nadzieję, że się zatrujesz – mruknął Bulwa, a Will miał ochotę zacząć walić głową w stół.
- Tak, odgarniaj jej  twarzy włosy tymi swoimi brudnymi paluchami, gnomie jeden… - dodał szeptem Bulwa.
- Harry, błagam, zamknij się – poprosił Will, nie wiedząc dokładnie, jak ma wyglądać ignorowanie.
- Will, ale ja nie mogę na nich patrzeć! – krzyknął teatralnym szeptem Puchon.
- To przestań! – odkrzyknął tak samo pół-Włoch.
- Ale nie mogę!
- To wyjdź!
- Ale muszę się uczyć!
- I tak tego nie robisz!
Bulwa schował twarz w dłonie i westchnął.
- Nie wierzę, że ona cię nie rusza – powiedział po chwili, odwracając się do Willa. – To jest najpiękniejsza dziewczyna na Świecie. Wszyscy to potwierdzą.
- Nie wiem – odparł chłopak, zakrywając twarz książką, by ukryć rumieniec.
Nie mógł zaprzeczyć, że Luiza taka jest. Ale to wcale nie znaczyło, że chciał potwierdzić.
- Ciebie w ogóle żadna dziewczyna nie rusza – stwierdził po chwili namysłu Bulwa. – Nie rozumiem, czemu nie jesteś z Eweą. Jest inteligentna, ładna, macie podobne zainteresowania, bywa zabawna, zawsze jest miła… kurna, pasujecie do siebie jak czekolada do banana… Przecież się nawet całowaliście! Jesteście dla siebie stworzeni! Tak, uduś ją tym językiem!
Will domyślił się dopiero po chwili, że ostatnie zdanie było skierowane do Xawiera.
- Ewea jest super, naprawdę ją lubię… ale nie tak – wyszeptał, czując, jak piecze go twarz.
- Will, poważnie... czy ty nie jesteś gejem?
- NIE! – krzyknął chłopak, tym razem na serio. Luiza i Xawier odkleili się od siebie i spojrzeli na Puchona, który automatycznie zakrył sobie twarz książką.
- Nie – powtórzył spokojnie Will, gdy wszyscy przestali się na nich patrzeć i przeprosił bibliotekarkę za hałas. – Nie jestem.
- Ej, ziom, ja jestem tolerancyjny! – powiedział Bulwa. – Mnie możesz powiedzieć, jak nie chcesz, nikomu nie powiem.
- Bulwa, idioto, przecież mówię, że nie jestem. Po cholerę bym zapraszał dziewczynę na bal, skoro mógłbym chłopaka?
- Nie mógłbyś, bałbyś się – stwierdził wszystkowiedzącym głosem Bulwa. – Znam cię.
Will parsknął nerwowym śmiechem.
- Bulwa, idioto, weź przestań, jestem 100% hetero.
- Nie, czekaj… - powiedział Bulwa, a na jego twarzy zaczęło się pojawiać zrozumienie, jakby łączył fakty w całość. – O MERLINIE, TOBIE PODOBA SIĘ ALEX?!
Will poczuł się tak zażenowany, jak jeszcze nigdy nie był, gdy wszyscy na niego spojrzeli. Osób w bibliotece nie było dużo, ale znajdowały się wśród nich te trzy identycznie ubrane dziewczyny (serio, one są chore, czy co?), więc Will mógł być pewny, że plotka już zaczęła krążyć po szkole.
Szatyn powstrzymał się od przeklęcia.
- Nie, debilu! – powiedział, mimowolnie się czerwieniąc. - Nikt mi się nie podoba!
Ale Bulwa już wszedł w stan Fangirl i zaczął skakać na krześle, na chwilę zapominając o Luizie i Xawierze.
- Samo zaprzeczanie mówi co innego!
- A co bym robił, gdybym nie był gejem?
- Gdybyś! Czyli jesteś!
- Jezu, Bulwa, ja nie mogę z tobą… - jęknął Will, chowając twarz w dłonie.
- Czerwienisz się!
- Bo siedzę przy stole z największym idiotą w szkole – odparł spokojnie Will, wyglądając, jakby nie wiedział, czy się śmieć, czy popłakać.
- O Merlinie! Ta teoria ma tak dużo sensu! Jak to możliwe, że tego wcześniej nie widziałem!
Bulwa widocznie się wczuł. Właśnie odkrył największy sekret swojego przyjaciela i nie mógł przestać się podniecać.
- Masz mu zamiar powiedzieć? – spytał konspiracyjnie, nachylając się do kolegi.
- O czym?
- Że masz na nim crusha! Słuchaj, mogę ci pomóc jakoś to wymyślić…
- Nie radzisz sobie nawet z Luizą – warknął Will, kładąc głowę na książce. – Co dopiero z Alexem.
- CZYLI JEDNAK PRZYZNAJESZ!
Will zaczął rozważać przybicie Bulwie piątki.
W twarz.
Krzesłem.
A z natury był przecież pokojowo nastawiony.
- Tak, podoba mi się Alex, świetnie to wydedukowałeś, geniuszu – powiedział tak sarkastycznie, jak tylko potrafił. - Naprawdę, nie doceniłem cię.
Bulwa był jednak zbyt zajarany, by docenić starania Willa i nie wyczuł ironii.
Will zaczął tęsknić za tym, jak gadał o Luizie.
─────────────────────────────────────────────────────
Sharon siedziała w pokoju i czytała książkę.
Margaret poszła gdzieś z Gretą i Victorią, a Christo postanowił nauczyć się Samby (tak powiedział), pod czujnym okiem Raji i Jordana, którzy dali cudowny pokaz tańca podczas Balu Sylwestrowego. Rudowłosa niezbyt mu uwierzyła, ale nie widziała też powodu, dla którego miałaby go powstrzymywać przed ucieczką od niej.
Na swoim łóżku leżała Aline i najwyraźniej była zadowolona z faktu, że Sharon nie stara się rozpocząć żadnej rozmowy.
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się i wpadł przez nie James.
Sharon uniosła brwi, czekając, aż ten coś powie, ale zamiast do niej, chłopak zwrócił się bezpośrednio do Aline, nawet się nie witając z rudą (inna sprawa, że widzieli się jakieś pół godziny temu, więc kto by się dziwił).
- Aline, potrzebuję twojej pomocy! – powiedział głośno.
Czarnowłosa nawet się nie odwróciła w jego kierunku, tylko przewróciła ostentacyjnie stronę książki.
Sharon starała się powstrzymać uśmieszek.
No kto by się spodziewał, że królowa samotności, władczyni ignorowania i monarchini kulturalnych konwersacji nie odpowie na krzyk Jamesa? To było tak jakby oczywiste od początku roku, że raczej nie ma szans, by przekonać ją do jakiejkolwiek rozmowy, a co dopiero do pomocy.
Swoją drogą dziwne, że brunet w ogóle próbował.
- Aliiine…! – zawołał James, udając, że dziewczyna wcale go nie zignorowała, tylko nie usłyszała. – Co ty na to? Hej!?
Francuzka przewróciła złotymi oczami i odwróciła się do Pottera.
„Iii… czas na piękną konwersację” – pomyślała Sharon na trzy sekundy zanim rozległo się znamienne:
- Czego? – dziewczyna uniosła brew.
- Musisz mi pomóc w…
- Muszę? – zdziwiła się Aline.
- Wyświadczyłabyś mi wielką przysługę, gdybyś pomogła mi w jednej rzeczy.
- Jakiej „rzeczy”?
Na Dumbledore’a, zanosiło się na najdłuższą rozmowę z jej udziałem, jaką Sharon kiedykolwiek słyszała.
- Tajemnica. Albo się zgodzisz, albo nie – odparł chłopak z, uwaga, tajemniczym uśmiechem, wkładając ręce do kieszeni spodni.
- To nie – stwierdziła czarnowłosa i zaczęła ponownie czytać książkę.
Sharon nie odezwała się słowem, tylko patrzyła na Jamesa, który, gdyby był normalny, już zacząłby się zbierać z powrotem, ale najwyraźniej taki nie był. Stał dalej w tym samym miejscu.
Rudowłosa przewróciła oczami.
- Al…
- James, ona się już do ciebie nie odezwie, wykorzystała limit na najbliższe dwa dni – stwierdziła Sharon, nie mogąc się powstrzymać.
W tym momencie, ku największemu jej zaskoczeniu, Aline odłożyła książkę i z kocią gracją zeskoczyła z piętrowego łóżka. Wylądowała tak blisko Jamesa, że tamten odskoczył.
- Zabrakło ci jednego magicznego słowa – warknęła, zupełnie po kociemu. Sharon mogłaby przysiąc, że na chwilę zmieniła kształt swoich źrenic na pionowy.
- Abrakadabra?
Aline żartobliwie (ALINE ZROBIŁA COŚ ŻARTOBLIWIE?!) dała mu kuksańca w ramię. Albo byłoby to żartobliwie, gdyby chłopak nie zaczął sobie po tym masować ramienia jak po prawdziwym ciosie (UFFF, JUŻ SIĘ BAŁAM).
- Proszę, debilu.
- Nie ma po co.
Aline zmierzyła go spojrzeniem. Byli prawie tego samego wzrostu, ale Aline miała bardziej strzelistą sylwetkę. Skrzyżowała ramiona na piersi.
James przełknął ślinę.
- Następnym razem nie licz na to – powiedziała, wychodząc z pokoju. Potter pobiegł, by ją dogonić.
- Dzięx – usłyszała Sharon przez skrzypienie zamykających się drzwi.
Za zdziwienia prawie wypadła jej książka z rąk i oczy z orbit.
─────────────────────────────────────────────────────
- Will! Will, ukochany! – usłyszał chłopak za sobą głos przyjaciela.
Całą siłą woli powstrzymał się od parsknięcia śmiechem. Najwyraźniej do Alexa też doszła wiadomość o rzekomym crushu Puchona na nim, ale w przeciwieństwie do pozostałych znał go trochę za dobrze i wiedział, że to nie prawda.
Znajdowali się w najbardziej zatłoczonym miejscu na całym terenie szkoły, a mianowicie na placu przed internatem, gdzie na ławkach i trawie mieli zwyczaj siadywać uczniowie między lekcjami i po nich.
- Alex, kochanie! – odkrzyknął teatralnie Will i odwrócił się, czując, jak ostatnie słowo z trudem przechodzi mu przez ściśnięte od śmiechu gardło. – Wszędzie cię szukałem!
Will rzucił plecak na ziemię udając zwolnione tempo, a Alex w mig zrozumiał, o co chodzi.
Zaczęli biec ku sobie w slow motion, zwracając tym samym na siebie uwagę połowy zgromadzonych.
- Wiiiiilliiiiaaaam!
- AAAAAleeeeex!
- Wiiiiiiiillllliiiiiiaaaaaam!!!
- AAAAAAAleeeeeeexxx!!!
- WIIIIIIIIIILLLLLLLLIIIIIIIIIAAAAAAAAAAMMMMMMMMM!!!
- AAAAAAAAAAALLLLLLLEEEEEEEEEEXXXXX!!!
I padli sobie w objęcia, jakby jeden z nich właśnie wrócił ze świata martwych.
- Williamie, złotko moje kochane, moja słońce i gwiazdy, chyba się wydał nasz związek! – powiedział Alex tak cichym szeptem, że zapewne usłyszeli go w Hogwarcie.
- Och, muszę się przyznać, to przeze mnie, ukochany! – Will walnął się w pierś jak przy spowiedzi.
- Niemożliwe! Toż przysięgaliśmy sobie na naszą miłość, iż nikomu nie zdradzimy tej tajemnicy! – krzyknął Alex, odwracając się w geście fochu od Puchona.
- Nie moja to wina, mój miły, na wiatr się zaklinam, nie moja! – rzekł Will.
Żaden z nich nie zauważył, że z każdą kwestią schodzą coraz bardziej w stary język.
- Nie zaklinaj na wiatr, on zmiennym jest! – skarcił go blondyn, którego mina wskazywała na fakt, że jeżeli to potrwa jeszcze parę minut, to może się udusić, tak jak James opowiadając jego historię z dzieciństwa.
- A jednak istnienie jego pewne, jak i naszej miłości ono pewne jest!
- Cóże się wydarzyło, cukiereczku kochany, że ujrzała ona światło dzienne, pełne nieprzychylnych ludzi?
- Zbyt domyślny mój drogi przyjaciel był, zbyt domyślny! – westchnął pół-Włoch, szukając w tłumie twarzy Bulwy. Znalazł ją.
Twarz ta wyrażała głębokie niedowierzanie.
Alex złapał Willa za ręce i spojrzał mu głęboko w oczy.
Oboje byli na skraju śmierci, ale „show must go on”, więc grali dalej.
- Czyli teraz żyć musim, wśród ludu nieprzychylnego takim jak my, a każdy dzień, choć z tobą spędzony, koszmarem od dziś się stanie, wśród złości i gniewu innych spędzony…
Dookoła panowała cisza. Wszyscy im się przypatrywali. Jedna dziewczyna wyjęła nawet aparat czarodziejski i zaczęła robić zdjęcia.
- Ależ nie, miłości moja! – rzekł William, unosząc ich obu ręce ku własnej piersi. – Nieważne, jak pełny bólu dzień by być miał, u tego boku zniosę każdą niedogodność, każde cierpienie. Bo nic nas już nie rozłączy, tylko śmierć!
Alex objął twarz Willa teatralnym gestem. W jego oczach zaczęły pojawiać się łzy. Alex poczuł, że on sam też zaraz nie wytrzyma. Ale musiał skończyć.
Kątem oka oboje zobaczyli przerażonego Bulwę, który przepychał się przez tłum.
- A nawet śmierć rozdzielić nas nie zdoła, mój miły, gdyż nawet gdy przyjdzie, zobaczy nas i razem zabrać postanowi, nie ważąc się rozdzielić takich jak my.
Will też złapał twarz Alexa między ręce. Wyglądało romantycznie, ale było zapobiegawcze. Oboje trzymali swoje policzki powstrzymując je od uśmiechu.
- I do końca świata razem będziem?
- I dłużej.
Zaczęli zbliżać ku sobie twarze, gdy ich monolog przerwał krzyk:
- KURNA NIE, BEZ PRZESADY, ROZUMIEM, OKEJ, NIE JESTEŚCIE GEJAMI A TERAZ SKOŃCZCIE ZANIM KTOŚ POMYŚLI INACZEJ!
To Bulwa wbiegł między nich.
Oboje zaczęli się śmiać tak, jak jeszcze nigdy. Płakali, tarzając się po ziemi. Bulwa patrzył na nich jak na niedorozwojów. Zresztą nie tylko on.

- Dlaczego to zniszczyłeś?! – krzyknęła dziewczyna, która robiła zdjęcia. – Nosz przecież to zdjęcie byłoby na okładce Nie-Co-Dziennika! Dzięki, naprawdę potrafisz to rozwalić…






Czy tylko dla mnie genderbend Ron i Hermiona wyglądają jak Will i Sharon?

Co jakiś czas będę wstawiać takie rzeczy, żeby na blogu bylo bardziej kolorowo.

2 komentarze:

  1. Dlaczego Sharon robi się taka wstrętna? Jak tak będzie dalej to może lepiej żeby Will znalazł sobie kogoś odpowiedniejszego.
    Awww coraz więcej Aline i Jamesa (miłość rośnie wokół nas ...)
    Rozdział fajny chociaż krótki. Obrazki na końcu są boskie. Zwłaszcza Drako i Tedy. Życzę duuużo weny i udanych wyjazdów !
    Orzełek
    Ps. Alex, Will totalnie was shipuje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sharon jest wstrętna? Nie zauważyłam. To raczej Maggie zachowuje się słabo.
      JAMLINE SIĘ TWORZY
      KTO NIE SHIPPUJE WILLA I ALEXA? ONI SĄ DOSKONALI.
      Okej

      Usuń

JEDEN KOMENTARZ = JEDEN SZCZUR DLA GRZEGORZA
nie bądź obojętny na jego los

Szablon

Obserwatorzy