niedziela, 21 maja 2017

Rozdział 17. A wszystko przez Pipi Pończoszankę


Czytelnicy, Czarownice, Czarodzieju!

Przybywam z kolejnym rozdziałem, który miał być dłuższy, ale ostatnią perspektywę skończyłam takimi słowami, że muszę zostawić was w niepewności!
Aaaaa!
Moja wewnętrzna fangirl krzyczy.
Czy można fangirlować własne opko?
Prawie żadna z sytuacji przedstawionych w rozdziale nie miała się wydarzyć, aczkolwiek cieszę się, że wyszło jak wyszło. Zaczyna coś się dziać :D.
Ze spoilerów do rozdziału, to… oj, dzieje się pod względem miłosnym, spodoba wam się pewnie najbardziej to z Sharon i Willem.
Następny rozdział za dwa tygodnie.
Miłego czytania
Okej
* * *
- Super – powiedział James, gdy usłyszał, że zarówno Will i Sharon, jak i Maggie i Alex spotkali się w ferie. – Zajebiście. Nie macie pojęcia, jak się cieszę. Naprawdę. Zero sarkazmu. Wiecie jak moja rodzina spędziła święta? U babci, pomagając jej przemeblować, przemalować i przebudować Norę, by mogła się stać pięciogwiazdkowym Hotelem. A jak myślicie, kto nie może jeszcze używać czarów poza Hogwartem w przeciwieństwie do Teda i Vi, przez co musiał tachać stoły i kanapy na własnych barkach?
- O nie, to takie straszne – ziewnęła Sharon, kładąc się na łóżku obok Margaret w pokoju jej i Aline (która jeszcze nie wróciła z ferii świątecznych i nie wyglądała na kogoś, kto nie spóźni się przypadkiem na bal sylwestrowy).

poniedziałek, 8 maja 2017

Przeprowadzam się (?)

Czarodzieje moi kochani!

No nie zdążyłam napisać rozdziału, ale obiecałam, że wstawię ten post, jeżeli tego nie zrobię.
W każdym razie właśnie wróciłam z Londynu i jestem tak totalnie zakochana w tym mieście, że zaczynam zbierać kasę na przeprowadzkę.
Jest tam tak niewiarygodna różnorodność ludzi pod względem etnicznym i kulturowym, że naprawdę że zaczęłam trochę wątpić w poprawność postaciową mojego opowiadania. U mnie w opowiadaniu są ze dwie ciemne osoby – zupełnie zapomniałam o hindusach, Japończykach, Indianach i arabach. Dodatkowo Polakach! LUDZIE PIERWSZEGO DNIA BYŁAM W TRZECH KNAJPACH I ZA KAŻDYM RAZEM OBSŁUGIWAŁ NAS JAKIŚ POLAK.

sobota, 22 kwietnia 2017

Rozdział 16. Dyskusja o Charliem Chaplinie, spotkanie z Robin Hoodem i innymi nieprzyjaciółmi

Dzieeeeń dooooobrrrrrry!

W skali od 1 do 10 jak bardzo mnie nienawidzicie? (Zgaduję, że 9 i ¾…)
Może i wstawiam mało, może i jak zawsze jestem wyrodną autorką, ale za to mogę z ręką na sercu powiedzieć, że myślę o tym opowiadaniu dzień w dzień (czego wcale nie chcę, ale jestem tak przywiązana do tych bohaterów, że czasami rozmawiam z nimi częściej niż z innymi ludźmi. Co nie jest ani normalne, ani zdrowe. Może dlatego nie mam przyjaciół?).
Ostatnio moja grupa projektowa strasznie mi truje du… nos, że jestem straszna (co popiera odpowiednią do ilości spacji ilością typowo wojskowych „ku*w”). Przepraszam, że wam o tym piszę, ale z tego co wiem jedna z osb z tego projektu to czyta, więc to na nią zwalcie fakt, że ilość dodawanych przeze mnie rozdziałów wacha się pomiędzy 0 a 1 na miesiąc.
Z dobrych wiadomości: jadę do Londynu! (co nie jest dobrą wiadomością dla was jako moich czytelników, aczkolwiek ja osobiście jestem z tego powodu mega podekscytowana). Będę też w Warner Brosie! Jeżeli będziecie chcieli zobaczyć zdjęcia, to zagłosujcie tak w ankiecie w kolumnie :D.
Dobra. To na razie tyle z rzeczy, o których chciałam z wami pogadać. Jakbym o czymś zapomniała… odsyłam do kolumny bocznej.
Strasznie przepraszam za spóźnienie jeszcze raz! Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się z mniejszym odstępem czasu!
Życzę wam szczęśliwego nowego roku!
Okej

* * *

Margaret kochała Hogwart, kochała magię, nawet Magictime nie było złe, ale od czasu do czasu przybycie do domu również było cudowne. Tylko w domu mogła być SAMA w SWOIM pokoju, do którego nie mogła w każdej chwili wpaść Sharon z jakimś cudownym pomysłem.
Chociaż tak właściwie znała Sharon na tyle, by wiedzieć, że nie może być czegokolwiek pewna.
W każdym razie prawdopodobieństwo było dużo mniejsze.

Szablon

Obserwatorzy